poniedziałek, 18 lipca 2011

// // 9 comments

PARK Yosemite - 181 mil

Część I

Jak zwykle małe opóźnionko, ale tym razem tylko niecała godzinka. Szykuje sie fajny trip w roli głownej 5 Salamów i My 2 ;D w jednym samochodzie ;D Spakowałysmyaparat i inne rzeczy no i w drogę!! Oczywiście niezbedna była papierowa torba wieeelka ja cholera z jedzeniem dla dzieci na drogę... w sumie jedzeniem bym tego nie nazwała... krakersy w kształcie rybek, żelki itp ;d ale to chyba tak dla uspokojenia ich jakby za mocno sie darły zawsze mozna czymś buzie zająć ;D a tyle tego, bo nikt nie wie- na co która będzie miała ochotę  prawda ;))

Godzina 9.07 dzieci i my siedzimy juz w samochodzie, rodzice sie zbieraja, także pewnie za 20 minut wyruszymy. Paliwko i jazda .. 181 mil przed nami w siedem osób w jednym mini vanie – sama droga będzie wyczynem.. Tyna przed wyjazdem zapytała się tylko czy mam ze sobą coś do puszczania muzyki, jak tak to zebym naładowała, bo ona zamierza udawać , że śpi  z muzą na uszach i mi razi to samo hehe ;D

Po 40 minutach drogi oczywiscie przystanek .. bo nagle wszystkim zachciało się siku i duzym i małym... 40 min jazdy – 15 min postoju na sikanie.. Czyli zapowiada się ciekawie czyż nie ;D

W samochodzie oczywiście mnustwo pytań, bo jak jedna jakies zada to kolejna będzie chciała zgłębić wiedzę ;D Ulica Sezamkowa, Wielki Ptak. Na DVD uczymy sie alfabetu, nastepnie jakaś bajka o księżniczce, a na końcu pouczajacy film co można, a czego nie można robić w domu, tzn co jest niebezpiczne.. żałowałam tylko ze akurat podczas bajki o księżniczce siedziałam z przodu, żeby więce widzieć... – prośba Hosta ;)

Kolejny przystanej – z tych  dłuższych, to lunch w najstarszym saloonie w Californi „Iron door” w miasteczku Groveland ... Ogólnie miejscowowść ta  wyglądała jakby przed chwilą zakończono w niej kręcenie westernu.. Droga na srodku, a po obydwu stronach sklepy i bary i inne cuda.. jakies stragany. Drewniane chodniki, czy nie wiem jak to nazwać, takie balkoniki z barierkami przed sklepami, które łaczyły się w jedno przejściie tworzac tzw chodnik..



 

Wchodzimy do saloonu (heheh ;D) , pierwsze spojrzenia na sufit, na którym znajdowały się powtykane 1$ (wersja banknotowa).. 

 

pani kelnerka powiedziała, że należy pod 1$ włożyc 50 centów i podrzucic do góry z myślą , że się przyklei i wtedy zawiśnie, albo jakos podobnie.. ja tak to zrozumiałam ;D Kolejne spojrzenia to głowa bizona, od razu na wejściu, następnie jelenie (x2), kojot za barem i obok niego mały niedzwiadek.. 

 




Wszystko jak prawdziwe, bo prawde mówiąc kiedys było, teraz jest wypchane ;( Cały ten saloon wyglądał jak z filmu, w sumie to kolejna rzcz w moich opisach , która wygląda jak z filmu, bo naprawde tak tutaj jest.. albo ja ogladam za duzo amerykańskich produkcji ;D Jeszcze obok nas siedziała ekipa 4 motocyklistów, albo tirowców, wielikch jak diabli, w skórzanych kamizelkach i ze śmiesznymi brodami, a zamównienie mieli adekwatne do swojej postury..

 



 

 

Jedziemy dajel , Hosci znów kazali mi się przesiąść do przodu, żebym więcej widziała – nawet miłe to było, że pomysleli (poźniej sie zamieniłam tez z Tyną). Jechalismy długo, a widoki były przecudne, nawet nie wiem jak to opisać, mmam nadzieje, że Tyny zdjęcia jakoś dadzą radę ;DD Oczywiście Hostka opowiedziała nam historje,  nawet pare.. jak to kiedys jeździła na campingoi i miała przygody z niedźwiedziami.. ;)

 





 

Dojechalismy do samego parku, kupilisy bilety, dostalismy mapkę od pani, która miała kostium jak ten straznik leśny od Misia Jogi heheh ;D 

 

Tutaj wersja męska ;D


Bardzo duzo ludzi miało ochote spędzić weekend własnie w ten sposób, bo aż korek sie zrobił więc Martyna , Sredniawka , Host i ja stwierdziliśmy, że się przejdziemy, a reszta ekipy – tak której nie chiało sie iść – odbierze nas w wyznaczonym punkcie.. 

 







Tyna powiedziała : trzy świnki ;D

 

Poszlismy oglądać wodospad z bliska, a dokładnie miejsce w którym styka sie z ziemią..., .. drogowskaz pokazłał nam, że do punktu, w którym jesteśmy umówienie z Hostką jest jakieś 5,5 mili, a my mamy być tam za godzinę, to przecież nierealne.. Nawet Tyna sie pochwaliła, że ona 10 km BIEGA w godzinę a My ?? My mamy to przejś... Host w sandałach , ja w japonkach i jeszcze 4 latka w gratoisie hehe ( żeby nie było, że ja jakaś sierota !! że do lasu w góry klapki wiziełam.. otóz miałam adiday, ale w torbie, a nie było czasu, żeby je zmienić))Biorąc pod uwage wszystkie fakty, stwierdziliśmy, że to jednak nie jest mozliwe , więc pozwiedzamy wszystko do okoła i Hostka po nas przyjedzie, bo jutro i tak wrócimy tu , w to własnie miejsce.. Wszystko pasowało, Host zadzwonił do żony, nawt był zdziwiony ze telefon ma zasię, ciekawe co by było gdyby nie miał ? bieglibysmy te 5,5 mili ;D ??

Ruszylismy w strone wodospadu, a im bardziej się do niego zbliżalismy, tym bardziej byliśmy mokrzy.. gdyż doszlismy do miejsca, gdzie woda rozbryzgiwała się o skały tworząc w powietrzu taki jakby wodny sprej ;) – przyjemny, ale do czasu, bo wyszlismy jak po deszczu... dlatego Tyna nie robiła tam zdjęc bo sie bała o swój aparacik, musi wam wystarczyć mój opis ;P ruszylismy dalej wzdłóż rzeki,

 









 

w połowie drogi musilismy zawrócić, gdyż nasza umówiona godzina zblizała się nieuchronnie.. ale Średniawka zdązyła sobie pomoczyć buty.. zdązyliśmy, akurat Hostka nadjechała, ekipa do vana i w drogę, tym razem już do hotelu i na kolację. 

 



















 

Aaa i oczywiście przerwa na siku, takie w naturalnych warunkach.. na zjeździe, przy zakręcie, dosłownie przed samochodem , w którym seidzieliśmy, Średnawka wraz z mama poszły siku (sikałą tylko mała ) alee pokrzyzowały jej sie plany.. przyszła mama wzieła papmersa, zapakowała niespodziankę, włożyła do torby i do samochodu oczywiscie, bo nie było smietnika ... a w krzaki nie mozna było, albo liśniem przykryc hehehe heheh ;D Amira była oburzona, że ona tez nie może

cyt. – Ja też chcę na kwiatki!

Myślałam, ze pande ze smiechu hehe ;D

Dojechaliśmy, dzisiaj my zajmujemy się dziećmi wieczorem, Hości jakoś dogadali się z Tyną. My idziemy z malymi na kolację, a oni idą we 2 wieczorem, do restauracji, gdzie jedli swoja kolację przedślubną ( taki tu zwyczaj ). Dla nas to i nawet lepiej, bo tak trochę na luzie we 2, a tak to cały dzien razem w jednym aucie.. trochę mozna było odsapnąć od towarzystwa, bo te małe to i tak zajęte są sobą ;D Ale mamy już na nie plan.. Nakarmimy, a później do basenu, bo widziałyśmy, że jest, wymęczą się, wymęczą i spać ;D a najlepiej do dżakuzi , ciepła wooda jescze bardziej przyspieszy nas proces ;D

 

 

Wszystko poszło zgodnie z planem, one zasneły i to szybko, a my z Tyna też zaraz idziemy, bo jutro w planach mamy chodzenie od rana do 14 po górach i powrót do domu. Mam nadzieję, że będzie miło tak jak dziś..

Część II

Dzien drugi był wielkim zaskoczeniem, bo jak na razie wszytsko szło, tak jak zostało zaplanowane dzień wcześniej.. Bez spóźnien, bez krzyków, bez kłótni od rana.. a wszytsko dzieki TV !! super kanał Disney Chanel z bajkami dla dzieci spowodował, że dziewczynki były jak w transie.. dzięki czemu poddawały się naszym prośbom i robiły wszystko wpatrzone w ekran, żeby tylko im nie przerwano.. wszyscy na tym skorzystali, bo ułatwiło to porbanne działania ;D  Sniadanko, mussli, kawa, słodkie bułeczki, potrzebowałysmy energii na dzisiejsze spacery ( zawsze jakoś ożna sobie wytłumaczyćsłodkości na śniadanie ;)) godzina 7;50 wyjazd z hotelu. Dowiedziałam się juz dlaczego tak wcześnie, ponieważ z samego rana istnieje mozliwośc wjazdu samochodem na teren parku, jeżeli przyjechalibyśmy pożniej, tzn koło 11 nie pozwoliliby nam wjechać, musielibyśmy skorzystac z takiego pociągu, który obwoził turystów po praku, ale tylko po asfaltowych scieżkach.. to była wersja dla leniwych turystów ;D a nie dla nas!! Prawdę mówiąc komu by się chciało jeździć jakas kolejką po lesie..

 













 

Szukamy dobrego miejsca na zaparkowanie, adidasy na nogi (tym razem nie popełniłam wczorajszej gafy ;))) i w drogę. W lesie są wyznaczone ścieżki, którymi można się poruszać, a więc zgubienie się tam, było prawie niemozliwe..szczególnie przy naszym tempie z dziewczynkami, które dotykają wszystkiego, wszędzie wchodzą itd. 

 



















 

 

Musimy przejść pod górę 1 milę, aby zobaczyć nasz cel, czyli gigantyczne drzewo Grizzly Giant..

 



 

Scieżki są zygzakowate dla ułatwienia, przez co droga wydaje się dłuższa.. ale doszlisy, drzewo jest olbrzymie.. Host przeczytał, że te drzewa potrzebuja pożarów, takich kontrolowanych, które pomogą im pozbyć sie mniejszych drzewek pomiędzy nimi, aby mieć większą przestrzen dla siebie.. dlatego z tego co zrozumiałam są podpalane, ale pod czujnym okiem strażaków i strażników.. nawet na pniach drzew widac ciemne spalone miejsca.. i kolejna ciekawostka, drzewa te w środku są martwe, tylko ich warstwa zewnętrzna zyje i rośnie dalej..

Rozmowa Tyny z Hostem o drzewie:

- A czy te drzeo ciągle rośnie ?

- Tak, przecież jest zielone i ma liście ;D

Kilka foteczek, Mirka i Średniawka już marudziły, a mieliśmy zobaczyć jeszcze jedno miejsce most ze zwalonego drzewa.. kolejna mila do przejsc.. Leila(Najstarsza) chciała isc z nami, a Hosci stwierdzili, że pojda z dziewczynkami na parking, a my wrocimy sobie.. za godzinę. Jeszcze lepiej bo normalnym tempem można będzie iśc.. Leila koniecznie z nami no to spoko.. tylko nie spodziewała się że będzie trzeba isc po bardziej stromych ścieżkach... marudziła, marudział, do konca zostało nam niecałe 0,3 mili i wymiękła, nie chciała dalej i koniec.. Wiecie jak to „boli”, jak jestes już prawie przy koncu, zmeczony ale już blisko, a musisz zawrócic i to nie ze swojego powodu ;( także musiałysmy wracać, szkoda ...

 

















 

Nastepny punkt to wielki wodospad, w połowie którego jest most na który można wejśc, tzn w częscie, kiedy juz płynie po skałach... tez idziemy wszyscy razem, Mirka z Hostka w połowie drogi została bo jej sie nie chciało, została nad rzeka i zażywała kąpieli, w pampersie, który zrobił się jak poduszka... ;D 

 

 

a my doszliśmy tym razem i było przepieknie... Zwiedzanie i docieranie do punktów wyznaczonych zajęło nam cały dzien.. wróciliśmy do domu zmęczeni, cały tył samochodu po drodze spał... ;) w domu bylismy koło 21, prysznic i spac.. ALE BYŁO WARTO ;D

 















 

9 komentarzy:

  1. Ciocia i babcia Z.19 lipca 2011 01:23

    Bardzo piękne krajobrazy.Babcia jest zachwycona ( nie tylko naturą Wami też:)))Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  2. Mhihihihi... Endżi dalej działa, zdjęć ze hohohoooo :D

    Ten wpis nawet Młody ze mną czytał zainteresowany i wpatrzony w zdjęcia ;p
    P.S. Powiedział że Tyna "czysta mama" :D hihihi ;))

    OdpowiedzUsuń
  3. Sprawdż Aniu e-maila

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzimi czyli zwerbowałaś nowego czytelnika,możeliwe, że taki czyn zostanie nagrodzony ;D heheh

    OdpowiedzUsuń
  5. *mnóstwo pięknych zdjątek:))

    OdpowiedzUsuń
  6. hmmmmmm, mi się wydaje, że ktoś tu się opierdziela... ;> ;p

    OdpowiedzUsuń
  7. Brak dalszego ciągu :((((

    OdpowiedzUsuń
  8. Mi tez sie wydaje ze ktos sie opierdziela zamiast kontynuowac opisywanie przygod Tynki i Pendzinki.. Ja ja tam zmobilizuje, ale na razie to Pendzinka przerzucila sie na ogladnie przygod Dory i Diego, razem z Ksiezniczka leza na kanapie i odpoczywaja po obiadku.. ;)

    OdpowiedzUsuń